Rozmowy z ciałem…

Bardzo często zastanawiam się nad różnicami w kobietach i mężczyznach. Zróżnicowanie płci jest nie tylko wynikiem konstrukcji biologicznej czy psychologicznej, lecz również dialogu z samym sobą. My kobiety posiadamy tendencję do postrzegania siebie w ciemnych kolorach. Gdyby odbywały się zawody w krytykowaniu swojego ciała oraz własnych cech, wszystkie byłybyśmy mistrzyniami. To czarnowidztwo posiada swoje korzenie w umysłach naszych kobiecych przodków. Oczywiście każda zasada posiada regułę, dlatego istnieją kobiety jakie pod tym stwierdzeniem, by się nie podpisały. Są również i takie jakie pracowały całe swoje życie, nad tym by to spojrzenie na siebie samą zmienić. Zakończyło się to sukcesem, a kontakt z nimi uwierzcie mi jest przyjemnością.

Dzisiejsze czasy nie ułatwiają nam dialogu jaki prowadzimy ze sobą. Kobiece czasopisma, plakaty oraz wszelkiego rodzaju media, narzucają nam „ideały”. Często są one dalekie od natury, od prawdy. Dotyczą one wyglądu naszej sylwetki, poszczególnych części ciała, czy naszego zachowania i postępowania. Lecz nie na tym pragnę się skupić. Interesuje mnie rozmowa jaką prowadzimy same z własnym ciałem. Mam na myśli to, jak jesteśmy do niego nastawione, jak o nim mówimy, jak identyfikujemy się z tym że jesteśmy kobietą. Właśnie te myśli, ten dialog odbija się na naszym zdrowiu oraz całym naszym życiu.

Każda z nas jeszcze będąc małą dziewczynką, pamięta ten moment, gdy zaczęła dostrzegać różnicę między chłopcami, a dziewczynkami. Ubrania, kolory czy różnego rodzaju akcesoria, w świecie kobiecym są zupełnie inne. Również dostrzegamy różnicę w budowie ciała, zwłaszcza gdy wkraczamy w okres pojawienia się piersi. Już od tego momentu zaczynamy czuć się bardziej lub mniej kobiece, w zależności od tego jaki obraz, wyobrażenie stworzyłyśmy we własnych myślach. Rozmiar biustu, czy jego kształt nie ma tu znaczenia. Liczy się to co my same mówimy do siebie na jego temat. Gdy komunikat jest pozytywny, jesteśmy szczęśliwe iż jest w konkretnym rozmiarze, wówczas czujemy się kobiece. Niezadowolenie z tego jaki jest, rzutuje na to iż postrzegamy siebie jako mniej kobiece.

Tego typu kompleksy zaczynają nasilać się wraz z wiekiem, gdy wchodzimy w kontakty z mężczyznami, zaczynamy wychwytywać ich stwierdzenia na temat piersi, jakie pasują do naszego wyobrażenia. Najbardziej dziwi mnie to jak głuche często jesteśmy, gdy ktoś komplementuje nasze części ciała pełne kompleksów. To tak jakby powietrze zakłócało dotarcie tych słów do naszych uszu. Po prostu słyszymy to co chcemy usłyszeć, aby utwierdzić się w naszym przekonaniu.

Podobnie jest z miesiączkowaniem, jakie staje się utrapieniem wielu kobiet. Każdego miesiąca z niesmakiem wchodzimy w swoją słabość, mówiąc: „mam trudne dni”, jestem „niedysponowana”. Utwierdzamy się w tym, iż coś jest z nami nie tak, czujemy się gorzej niż zwykle i mamy trudność by funkcjonować „normalnie”. Nabieramy wręcz obrzydzenia po latach do naszej waginy, jaka sprawia nam tyle utrapienia. Po przeczytaniu książki „Monologi waginy” byłam zszokowana jak my kobiety określamy swoje narządy płciowe. Jak wielki jest brak szacunku do nas samych, jak brzydko określamy tak intymne zakamarki naszego ciała i jak to przekłada się na sytuacje jakie nas spotykają.

Dystans do swojego ciała, powoduje dystans do ciała naszych partnerów, do innych ludzi jacy wchodzą z nami w jakiekolwiek relacje. Jeśli wstydzimy się swojego wyglądu, automatycznie staramy się ukrywać „siebie” w każdej sytuacji, gdy następuje zbliżenie, kontakt i nie koniecznie tylko w tych sytuacjach. Prowadzi to wręcz do pogardy, braku szacunku do swojego ciała i siebie samej. Odbija się to również na stosunkach z innymi, zaczynamy gardzić innymi, porównywać się, krytykować oraz umniejszać, po prostu odbierając sobie moc. Działa to na zasadzie kontrastu, wytykamy innym błędy, by poczuć się lepiej z sobą samą.

Negatywne myśli, stwierdzenia na temat swojego ciała, to nic innego jak ładunek energetyczny jaki kierujemy w swoim własnym kierunku. Kiedy jest on pozytywny, od razu czujemy przypływ energii, chce nam się żyć, jesteśmy uśmiechnięci i pełni radości, przyjaźnie nastawieni do innych. Energia negatywna działa tak jakby ktoś „spuścił powietrze z balona”. Zaczynamy więdnąć, nie mamy mocy sprawczej, i pogarszają się nasze relacje. Niestety bardzo szybko odbiera to nasze ciało, jakie po prostu zaczyna chorować. Zadziwiające jest to, iż choroby dokładnie pasują do „naszych kompleksów”. Odczuwamy ogromny dyskomfort w trakcie trwania okresu, bolą nas piersi, odczuwamy ból brzucha, krwawienie jest obfite. Potrafimy mieć migrenę w chwilę po tym jak mocno wyrazimy krytykę wobec siebie samej, dzieje się to dosłownie „z automatu”.

A gdyby tak zamienić program w naszym „organicznym komputerze”. Gdyby powtarzać sobie, iż wchodzimy w swoją kobiecą moc, gdy zaczynamy miesiączkę. Ja odczuwam diametralną zmianę w ciele, wraz ze zmianą nastawienia do tego czasu w każdym miesiącu. Przestałam odczuwać ból, nudności, mieć zły nastrój, „gorszy czas”, gdy pojawia się okres. Zaczynam celebrować siebie i swoją kobiecą esencję. Przestałam czuć obrzydzenie na sam zapach czy widok krwi miesięcznej, a tym samym do siebie samej i swojej waginy. Przyjęcie swojego ciała takim jakie jest i stwierdzenie, iż jest dla mnie idealne, przyniosło mi niesamowitą ulgę. Wybaczyłam sobie samej, zaczęłam czuć się bardziej kobieca, seksowna i atrakcyjna. Minęły problemy alergiczne, częste bóle. W zamian za to słyszę coraz częściej, że nie wyglądam na swój wiek, że rozkwitam.

Jestem świadoma tego, iż ja sama kreuję swoje ciało. Swoim nastawieniem powoduję jego dobrą fizyczną kondycję. Chcę uszanować je, celebrować, dlatego odżywiam się zdrowo, unikam słodyczy oraz tego co mi nie służy. Nie jest to tak jak kiedyś, że sobie odmawiam, ja na to po prostu nie mam ochoty. Czasami wydaje mi się jakby komórki wewnątrz mnie lepiej współpracowały ze sobą, na moją korzyść oczywiście, gdyż nie ma konfliktu w umyśle pod postacią negatywnych myśli jakimi je wręcz bombardowałam.

Nasze rozmowy z sobą samym, posiadają ogromną siłę w kształtowaniu naszego życia. Ciekawa jestem jak mają mężczyźni. Czy Wy również stosujecie wobec siebie taką „przemoc słowną”? Badania psychologiczne potwierdzają, iż jest to domeną kobiet, dlatego pamiętajcie o tym, gdy słyszycie jak Wasza partnerka, bądź koleżanka kieruje wobec siebie negatywną artylerię  słowną. Warto prawić jej wiele komplementów, zwracać uwagę na to co mówi sama do siebie. To sprawi iż wszystkim dookoła będzie żyło się lżej.

Agnieszka Tomczuk

Agnieszka Tomczuk

Z wykształcenia pedagog specjalny, terapeuta. Od ponad 15 lat pasjonuje się urodą oraz pięknem. Przez wiele lat pracowała jako wizażystka i stylistka, dbając o zewnętrzną aparycję kobiet, mężczyzn. Od kilku lat zachwyca się pięknem ukrytym w nas, jakie wymaga rozkwitu, zauważenia, świadomości.

Przejdź do paska narzędzi