konsultantka

Konsultantka z żelazną dyskrecją

Czy we współczesnym świecie jest miejsce dla wróżek? Czy powiedzą Ci wszystko? Czy każdemu chcą i mogą pomóc? Wróżka Werbena wyjaśnia wątpliwości.

Czego nie usłyszymy od wróżki?

Ode mnie, jak i od innych wróżek nie można dowiedzieć się daty śmierci ani numerów lotto. A także informacji mogących mieć zastosowanie w hazardzie. Nie podaję ich bez żadnego wyjątku. Zwykle też odmawiam odpowiedzi na pytania dotyczące osób trzecich: sąsiadów, byłej dziewczyny aktualnego chłopaka i temu podobnych. Nie odpowiadam także kobiecie w ciąży na pytania dotyczące mającego się narodzić dziecka ani też nie wróżę dzieciom. Wszystkie inne informacje interesujące klienta są dopuszczalne.

Wielu psychoterapeutów ostrzega ludzi przed wróżkami, dlaczego, Pani zadaniem?

Z tego samego powodu, dla którego wielu lekarzy ostrzega przed medycyną alternatywną. Do jednego worka wrzuca się akupunkturę, zielarstwo i najróżniejsze formy uzdrawiania chociażby dźwiękiem czy światłem. Lekarz bądź psycholog ma przynajmniej dyplom, dysponuje co najmniej podstawowymi kwalifikacjami do tego, by zająć się innym człowiekiem. Tymczasem w branży ezoterycznej nie ma pewności, z kim się rozmawia. Można trafić na osobę, która aby zrekompensować sobie własne problemy emocjonalne nazywa się magiem, jasnowidzem i czym tam jeszcze. Uważam, że świadomy psycholog też zna przypadki czarnych owiec ze swojego środowiska: osób niefachowych i nieżyczliwych lub po prostu zbyt często popełniających drastyczne błędy. Znam historię gorliwie religijnej pani psycholog stanowczo odradzającej rozwód w wypadku przemocy domowej, której ofiarami były dzieci. Rzecz miała miejsce w znanym i kosztownym ośrodku, a nie w salce parafialnej. Zawsze powinniśmy zachować wrażliwość na drugiego człowieka, zwłaszcza gdy zamierzamy otworzyć się przed nim. Można wysłuchać każdej rady, ale nie do każdej musimy się zastosować.

Czemu do psychoterapeutów i psychiatrów trafiają liczni pacjenci skrzywdzeni przez wróżki?

A rzeczywiście tak jest? Nie wydaje mi się słuszne polaryzowanie świata na wróżki i psychologów, albo na wróżki i kościół. To są różne aktywności, odpowiadamy na różne potrzeby. Sakrament spowiedzi może być oczyszczający albo traumatyczny. Podobnie wizyta u wróżki. Do psychologów i psychiatrów trafia wielu ludzi skrzywdzonych przez małżonków, przez przyjaciół, przez rodziców, przez dzieci… Czy są jakieś statystki krzywd?

Czy to nie wstyd chodzić do wróżki?

Wstyd jest po to, byśmy wiedzieli, że nasze zachowanie nie odpowiada normom społecznym. Człowiek na bezludnej wyspie raczej nie ma takiego problemu, a w różnych społeczeństwach są rożne powody do wstydu. W większość znanych mi wypadków jedynym co zawstydza jest obawa, że ludzie się dowiedzą. Doskonale rozumiem tych, którzy ukrywają współpracę ze mną, zwłaszcza gdy chodzi o sferę polityki lub gospodarki. Zbyt łatwo jest narazić się na drwiny. Dotyczy to każdego nieszablonowego działania, poglądu czy choćby fryzury.

Skąd u Pani ta umiejętność widzenia spraw zakrytych dla innych ludzi?

Zawsze ją miałam. Żaden tarocista nie potrafi powiedzieć, skąd ją ma. Czasem jest to swego rodzaju rodzinna „skaza”. Dar i przekleństwo zarazem. Pamiętam, że jako 12-latka bardzo bałam się o tym komuś powiedzieć. I wstydziłam się, bo po prostu wiedziałam chociażby, że sąsiadka jest w ciąży, ale taka świadomość była dla mnie strasznie krępująca. Tarot służy zarówno do przepowiadania przyszłości, jak i pracy nad własnym rozwojem, odkrywaniem siebie, choć rzadko kto jest tym drugim jego aspektem zainteresowany.

Zawsze Pani wróżyła?

Nie, moje życie potoczyło się tak, że musiałam się zająć utrzymaniem siebie i swoich dzieci. Przez kilkanaście lat pracowałam jako prawniczka w spółce giełdowej. Zajmowałam się relacjami inwestorskimi i – z wielkim sukcesem – negocjacjami. To zajęcie wspominam jednak jako swoiste więzienie, karę do odsiedzenia i chodzenie w cudzych ubraniach. Ale przez cały ten czas uczyłam się wiele z dziedziny moich wewnętrznych umiejętności, doskonaliłam je i nabywałam doświadczeń. Konsultowałam się z odpowiednimi osobami, które cenię. Można powiedzieć, że zbierałam moce, jak w grze, gdzie staje się potem do walki ze smokiem. Kiedy dzieci dorosły, rzuciłam pracę i weszłam we „wróżkowanie”.

No i jak to jest być wróżką?

Trudno, czasem niebezpiecznie. Nie ma systematycznych zarobków. Mam porównanie z poprzednim „garsonkowym wcieleniem”. To życie na krawędzi obłędu. Do wróżki nie przychodzą szczęśliwi ludzie. Posługuję się narzędziem, które być może w przyszłości dzięki badaniom naukowym (chociażby takim jak teoria strun) będzie dostępne dla wszystkich. Dziś to trochę wygląda tak, jakby będąc w XVI wieku używać akumulatora. Pracuję z energiami, które odczytuję, odbieram i interpretuję. A to jest dziwne, straszne, niezrozumiałe. W odbiorze społecznym bywam uważana za oszustkę, szurniętą czy naciągarę. W wielu ludziach budzę agresję i próbują mnie nawracać na swój sposób myślenia. Ale nie zamierzam nikogo do czegokolwiek przekonywać.

Kim są osoby, które do Pani przychodzą?

Mniej więcej połowa z nich to biznesmeni, a druga połowa to ludzie udręczeni codziennością, oczekujący wsparcia, mający kłopoty, doświadczający nieszczęścia lub niepotrafiący podjąć decyzji.

I co im Pani radzi?

Biznesmeni trochę się krępują, przychodząc do mnie, ale podejmując decyzje o wielkiej wadze, dotyczące przetrwania firmy, każdego pytają o radę. Konkretne pytanie, konkretna odpowiedź. I w rezultacie sami podejmują decyzję. W gruncie rzeczy jestem kimś w rodzaju konsultantki. Weryfikuję niejako ich intuicje, co jest dla mnie bardzo wygodne, bo nie obciąża mnie emocjonalnie. Zachowuję wobec nich żelazną dyskrecję. Kiedyś nawet po wyjściu jednego z takich klientów miałam wizytę gangsterów, którzy bardzo chcieli się dowiedzieć, „o czym mówił ten pan” i proponowali mi pieniądze w zamian za odpowiedź. Ale potrafię sobie z takimi osobami poradzić. Niczego się ode mnie nie dowiedzieli. Każdy odnoszący sukcesy biznesmen wie, jak ważna jest intuicja, bo podejmowane pod jej wpływem decyzje zawsze są trafne. A ja posługuję się intuicją efektywniej niż biznesmen.

A osobom z problemami osobistymi?

Staram się je pocieszyć, dodać im otuchy. W niektórych sprawach jest to niemożliwe, ale próbuję wskazać im rozwiązania problemów. Nie straszę, służę radą i nie pozostawiam bez pocieszenia i nadziei. Myślę, że dla 30–40-latków wróżka to naturalny element kultury przedchrześcijańskiej. I łatwiej do niej pójść niż do psychologa. Ja mogę powiedzieć więcej niż on, bo ogranicza mnie jedynie własne sumienie. Obserwowany dziś powrót do tego, co bliskie naturze oznacza otwartość na przekaz, jaki niosą wróżki. Mogą doradzić: jak poprawić jakość życia, pozwolić sobie na zmiany, jak zmienić energię, by przyciągała energie innych czy jak przestać być samotnym.

Pewnie zdarzają się osoby uzależnione od wróżenia. Skąd ono się bierze?

Tak, tacy klienci to marzenie złego wróżbity. Uleganie ich uzależnieniu, to jak dawanie drinka alkoholikowi. Ja mam na to sposób. Jeśli ktoś za często chce mnie odwiedzać, to po prostu go odsyłam, ograniczam kontakty, świadomie zmniejszam ich częstotliwość, „odzwyczajam” od siebie. Podwyższyłam też swoją stawkę, bo okazało się to skutecznym sposobem na klienta, który dopiero wtedy „usłyszał” to, co mu już wiele razy wcześniej mówiłam. Zależność od wróżki bierze się najczęściej z lenistwa i niechęci do ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny.

Ludzie nie chcą znać prawdy, bo to ich zmusza do wzięcia się w garść i pokonania problemu. Czasem mówię bez ogródek gorzkie rzeczy, komuś, kto przez dłuższy czas (wielokrotnie pytając o to samo) nie chce przyjąć do wiadomości rzeczy oczywistych lub przesądzonych. I wreszcie w takiej formie przemawia to do niego i jeśli wraca do mnie, to już z inną sprawą; kiedy czuje, że moja rada może się przydać chociażby przy podjęciu decyzji o zmianie pracy. Zdarzają się też osoby mające obiektywnie druzgocące problemy i wtedy pomagam im ten ciężar dźwigać, starając się dostrzec kres kłopotów.

Co powiedziałaby Pani sceptykom o swoim powołaniu?

Zdarza się, że przychodzi ktoś i mówi „ja w to nie wierzę, ale mam ciągle ten sam sen w kółko i nie wiem, co robić”. Albo naukowiec, który deklaruje, że źle się z tym czuje przede mną, ale przedstawia konkretny problem, swoją opnie i odczucie, prosząc o rozwiązanie. Nigdy nikomu nie radziłam, żeby odstawił leki. Zdaniem lekarzy, z którymi rozmawiam i którzy są bardzo czujni i uważni, jeśli chodzi o postępowanie z pacjentem, skuteczność placebo w leczeniu wynosi 30%. I ja mam wrażenie, że mogę zaktywizować te 30% umysłu, duszy i energii w procesie uzdrawiania. Lekarze mówią, że to działa i że w takim wypadku przydaje się taka osoba jak ja. 

Czy z Pani punktu widzenia istnieje wolna wola?

Bardzo niewiele w życiu jest przesądzone. Z pewnością nasze urodzenie i związane z nim sprawy oraz spotkania z konkretnymi osobami. Mogę określić, że na coś się u kogoś zanosi, ale zawsze można zadziałać i zmienić swój los. To są możliwości, a nie determinacje. Określone działania pociągają za sobą określone konsekwencje, więc wiele zależy od charakteru tych działań. Ktoś pyta mnie chociażby, czy ma iść na operację. I ja wtedy widzę, że może pójść teraz na spokojnie lub za jakiś czas zostać odwieziony karetką do szpitala. Od niego zależy, co zrobi. 

Czy ma Pani wrażenie, że może pomóc ludziom?

Tak, zdecydowanie, choć najtrudniej jest pomóc komuś, kto o to nie prosi. Nie wolno mi tego zrobić. To element kodeksu etycznego wróżki. Na pewnym portalu udzielam porad jako wróżka. Na sto zadanych pytań zdarza się jedno od młodej osoby, która przechodzi to, co ja w młodości i boi się tego. Staram się, rozmawiając z nią w delikatny i powściągliwy sposób, by jej bolesny proces dorastania był wolny od lęku. Czasem po paru latach odzywa się do mnie, dorasta, rozwija się. Dziś w ogóle dorastanie stało się problemem.

Większość pytań dotyczy życia. Sposób ich stawiania wiele mówi o ludziach. Jeśli ktoś pyta, czy ma wyjechać, to odpowiadam: zapytaj siebie. Jak zechcesz, to wyjedziesz. To pomaga ustawić priorytety, poznać rzeczywiste źródła własnych wątpliwości. Już samo zadanie pytania może być wsparciem w rozwoju osobistym. Jednak z moich doświadczeń wynika, że głównie młodzi ludzie są na ten rozwój otwarci. Starsi nie potrafią na ogół podjąć tego takiego wysiłku i cierpią przez to. Rzadko chcą poznać swoje rzeczywiste problemy. Dlatego mówię im o nich tylko, jeśli są na to gotowi. Częściej jednak nie mówię prawdy, co – podkreślam – nie znaczy, że kłamię.

A czy Pani się rozwija?

Tak. Wróżę od lat, ale nie obawiałam się pójść na kurs tarota, by sama przed sobą sprawdzić swoje umiejętności. Mam też osoby, które mnie w rozwoju wspomagają. Nie mogę się nacieszyć tym, co dzieje się z moim życiem. Każdą sytuacją, rozmową, pogodą za oknem. Cieszy mnie czas na medytację i to, co do mnie przychodzi. Żyję w głębokiej radości i wdzięczności.

Barbara Herman

Redaktor

Barbara Herman nie napisał/a notki o sobie.

Przejdź do paska narzędzi