Jak choroba staje się początkiem życiowej misji

Profilaktyka zdrowotna to nic innego jak troska o własną radość życia, dobrostan i relacje z ludźmi. Opinię tę podziela Ida Karpińska, założycielka Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości. Zanim na szeroką skalę zaczęła wspierać kobiety w profilaktyce, zajmowała się wizażem i stylizacją, pracując dla magazynów kobiecych. Diagnoza zwaliła ją z nóg, ale też obudziła niewiarygodne pokłady wewnętrznej siły.

Dziś jesteś Prezeską Ogólnopolskiej Organizacji Kwiat Kobiecości, walczysz o profilaktykę i zdrowie Polek. To – jak sama mówisz – skutek uboczny tego, że sama ponad 10 lat temu usłyszałaś diagnozę – rak szyjki macicy.

Jestem osobą, która została wychowana w kulcie badania się i robienia profilaktyki. Moja mama miała w kalendarzu zapisane, kto z rodziny i kiedy ma zrobić badania. Bardzo tego pilnowała. Pamiętam, że to był okres, kiedy ciągle na nic nie miałam czasu, a ona nalegała, żebym wreszcie się zbadała. Nie spieszyłam się, bo rok wcześniej przecież robiłam cytologię, a wtedy jej wynik był prawidłowy. Tym razem jednak tak nie było… Okazało się, że mam raka. To było ogromne zdziwienie, niedowierzanie, wyparcie, złość na to, dlaczego ja i jakim prawem. Przecież się systematycznie badałam i chodziłam do ginekologa. Cały mój świat w pięć sekund dosłownie się zawalił.

Czy to, co działo się wewnątrz ciebie, paraliżowało?

Była taka myśl – jak dzwon Zygmunta w głowie, że rak to wyrok i że trzeba żegnać się ze światem. Przez tydzień leżałam w łóżku, bo kompletnie straciłam życiowe siły. W głowie był tylko rak. Nie miałam siły podnieść głowy z poduszki i wstać z łóżka. Tak jakby ktoś odciął prąd. Patrzyłam się w jeden punkt. Czułam, jakbym była sama w przezroczystej kuli, odcięta od świata i całe życie toczyło się obok. Przedziwne uczucie.

Bliskim z pewnością nie było łatwo się wtedy z tobą porozumieć, dotrzeć do ciebie i porozmawiać…

To prawda. Mieli z tym kłopot. Kiedy lata później rozmawialiśmy o tym, to przyznali, że byłam myślami nieobecna, jakby wtedy mnie już z nimi nie było. Jakbym się poddała.

Jak długo tkwiłaś w takim stanie „niebytu”?

To trwało tydzień. Potem ogarnęła mnie złość wewnętrzna, że przecież jestem kobietą po 30-stce, która ma mnóstwo planów na życie, więc choroba nie będzie mi stawiała warunków, nie będzie mi mówiła, co ja mam robić, czy mam żyć, czy nie. Przeprowadziłam wewnętrzny dialog ze sobą. Widocznie musiałam spaść na dno tej przezroczystej, wielkiej kuli, żeby się potem odbić z taką siłą i złością na tę sytuację. A potem już wszystko potoczyło się bardzo szybko. 12 lutego przeszłam długą i skomplikowaną operację, bo nowotwór dał już przerzuty do węzłów chłonnych i do przewodów moczowych. Potem był jeszcze etap naświetlań, chemioterapii i na koniec brachyterapia, czyli takie naświetlanie od wewnątrz na pochwę i bliznę, która została po usunięciu narządów rodnych.

Ido, co pomagało ci wtedy, żeby nie wpaść w tzw. czarny dołek?

Na oddziale szpitalnym podczas chemioterapii widziałam kobiety w takiej samej jak ja sytuacji, z włosami, bez włosów, w kapeluszach, w czapkach, chustkach, perukach… Przyjmowały kroplówkę z tzw. chemią, po czym wsiadały w samochód i jechały do pracy. I na takich ludziach się opierałam, brałam z nich przykład. Szukałam też drobnych przyjemności typu malowanie paznokci z przyjaciółką, czy wspólne czytanie gazet. Malowałam też obrazy, które pozwoliły mi odsunąć złe myśli. Na tych obrazach były kobiety. Na jednym z nich jest blond dziewczyna w długiej, czerwonej sukni. Jest odwrócona tyłem, na czarnym tle. Wyobraź sobie, że lata później na gali podsumowującej kampanię „Piękna, bo zdrowa” ktoś zrobił mi zdjęcie, które jest niemalże odbiciem tego obrazu… Aż trudno w to uwierzyć.

Są kobiety, które po odzyskaniu sił po walce z chorobą, robią coś spektakularnego, żeby poczuć, że naprawdę zyskały drugie życie. Co to było w twoim przypadku?

Samotna podróż. Wsiadłam z plecakiem do samolotu i poleciałam na ponad miesiąc do Indii. Tam się wydarzyła magia i czary… Nie chcę o tym dziś opowiadać, bo to długa historia. Z myślą o innych kobietach opisuję ją właśnie w swojej książce. W każdym razie jak wróciłam z tych Indii, to już wiedziałam, co chcę robić w życiu. Wtedy też na mojej drodze zaczęli się pojawiać ludzie, którzy pomagali mi osiągnąć ten cel, którym było założenie organizacji pomagającej kobietom, edukującej je intymnie, delikatnie, kulturalnie…

Czy miałaś taki moment w życiu, kiedy próbowałaś odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego los cię tak doświadczył?

Właściwie to moja mama odpowiedziała mi na to pytanie. Pamiętam, jak siedziałyśmy naprzeciw siebie przed operacją. Powiedziałam jej wtedy, że niestety spowoduje ona, że nie będę mogła mieć dzieci, a ona nie będzie mieć wnuków. Ze spokojem wtedy odpowiedziała, że wszystko w życiu dzieje się po coś i że być może w moim życiu ma się wydarzyć coś innego. Ostatnio nawet wróciłyśmy do tej rozmowy, mama rozpłakała się i powiedziała do mnie tak: „Dziecko, ja wtedy nie wiedziałam jeszcze, co się ma wydarzyć, ale teraz jak widzę, jak ty pomagasz tym kobietom i je wspierasz – jestem najdumniejszą matką na świecie”.

Trzeba przyznać z perspektywy lat, że dzięki tobie wiele kobiet może mieć dzieci i wielu dzieciom udało się przyjść na świat… Tylko jak ze spokojem przejść przez trudny proces leczenia? Co doradziłabyś kobietom, które są na początku tej drogi?

Jeśli są z tym same, to polecam telefon do nas, do Kwiatu Kobiecości. To bardzo ważne jest wiedzieć, że nie jesteś sama w tym wszystkim, że są kobiety, które znają tę drogę i wiedzą, co czujesz w tym momencie. Drogie panie, medycyna poszła do przodu i 10 lat dla niej to bardzo dużo. Teraz jest więcej możliwości niż było, kiedy ja jeszcze się leczyłam. Powinnyście systematycznie chodzić do ginekologa i pilnować badań z tzw. „złotej listy” (cytologia raz w roku, USG dopochwowe, USG brzucha, morfologia – również z oznaczeniem poziomu arsenu i selenu). Jeśli nawet w tym czasie pojawi się niepokojąca zmiana, to na takim etapie powinna być w 100 procentach do wyleczenia. Pilnujcie się same i wszystkich kobiet dookoła was. Choroba zabiera kobiecie światło, kobieta gaśnie, dlatego jest tak ważne, żebyśmy w tym czasie też dbały o siebie.

Przyznałaś niedawno, że nie sądziłaś, że jesteś aż tak silną kobietą. W którym momencie to sobie uświadomiłaś?

Jak podjęłam decyzję, że biorę byka za rogi. Kiedy przygotowywałam się do operacji, poczułam, że jestem silną kobietą. Poszłam do sklepu i zrobiłam sobie czerwoną wyprawkę do szpitala. Każdy drobiazg był w tym kolorze: szlafrok, kapcie, ręcznik, nawet szczoteczka do zębów. Obłożyłam się tym czerwonym kolorem w szpitalnym łóżku. Widocznie ta bijąca od niego energia była mi potrzebna do tego, żeby jak ten czołg przechodzić przez wszystkie etapy leczenia. Dziś zresztą czerwień jest w logo Kwiatu Kobiecości…

Ciągle apelujesz o to, żeby kobiety pamiętały o profilaktyce. Niektóre z nich jednak zaniedbują ją z powodu strachu przed wykryciem choroby. Dlaczego warto być kobietą świadomą swojego zdrowia i swojej sytuacji zdrowotnej?

Można spać spokojnym, zdrowym snem wiedząc, że zrobiłaś dla siebie wszystko. Masz pewność, że jesteś przebadana od stóp do głów i wiesz, że z twoim zdrowiem jest wszystko w porządku. Przed tobą kolejny, spokojny rok na spełnianie swoich pasji, przytulanie swoich dzieci, jazdę na rowerze, na piękną podróż. Wszystko to możemy robić, wiedząc, że jesteśmy zdrowe.

VI odsłona Ogólnopolskiej Kampanii Diagnostyka Jajnika nosi tytuł „Dubla NIE BĘDZIE”, a jej ambasadorką jest aktorka Anna Dereszowska. Kampania ma na celu podkreślenie roli, jaką w diagnostyce raka jajnika odgrywa lekarz pierwszego kontaktu i trafnie postawiona pierwsza diagnoza. W ramach kampanii panie mają szansę na wykonanie bezpłatnych badań w placówkach medycznych w całym kraju, których pełną listę można znaleźć na www.diagnostykajajnika.pl.

Justyna Sokołowska

Justyna Sokołowska

Przejdź do paska narzędzi