"widzę wiatr kolorami" cover

„Widzę wiatr kolorami” – Mateusz Kusznierewicz o ukrytych talentach, motywacji i sile planowania

Chcesz dowiedzieć się, co robi wielokrotny mistrz Europy i świata, patrząc na wodę przed ważnymi zawodami? Jak odkrył swój prawdziwy talent i z czego składa się jego osobista piramida sukcesu? O tajnikach odporności psychicznej i motywacji z legendą polskiego żeglarstwa rozmawia Krzysztof Śliwiński.

"Widzę wiatr kolorami" - wywiad z Mateuszem Kusznierewiczem

Strefa Rozwoju: Twoje żeglarskie sukcesy, osiągnięcia biznesowe, aktywność na gruncie społecznym wymagają ciągłej motywacji. Skąd ją bierzesz?​

Mateusz Kusznierewicz: Na moją motywację składa się wiele czynników. Są nimi pewność siebie, determinacja, zainteresowania, chęć do życia. Bardzo pomagają mi marzenia i wyznaczanie celów. Lubię pracę, działanie, aktywność. Każdy dzień rozpoczynam od swoistego rytuału: zastanawiam się, co ciekawego może przynieść ten dzień, kogo spotkam na swojej drodze? Zaglądam do kalendarza i przyglądam się temu, jak mam poukładane zadania. Skupiam swoją uwagę na celach i zaczynam nimi żyć.

SR: Taki start gwarantuje motywację na cały dzień?

MK: Układanie w głowie planów na cały dzień pomaga mi w motywacji do działania. Staję się otwarty na doświadczenie tego, kogo spotkam, co te spotkania mi dadzą. Kiedy wstaję rano w dniu zawodów, muszę się odpowiednio zmotywować. Pomaga mi w tym poczucie, że dużo trenowałem, jestem przygotowany i zdeterminowany do osiągnięcia celu. Do tego lubię to, co robię. Taka pogłębiona świadomość siebie i swoich możliwości powoduje, że jestem zmotywowany.​

SR: Powiedziałeś: jestem ciekaw, kogo spotkam danego dnia. Motywują Cię inni ludzie?

MK: Często zbyt dużą uwagę zwracamy na automotywację: zastanawiamy się, jak ją wzbudzić, wzmocnić, poprawić? Każdego dnia stykamy się z wieloma osobami i powinniśmy z tych spotkań korzystać, być uwrażliwieni na motywację pochodzącą od innych. Bardzo lubię obserwować osoby odnoszące sukcesy. Już we wczesnej młodości wybierałem wzorce, interesowałem się ich drogami życia. Pytałem rodziców, trenera o gwiazdy sportu. Dziś także mam swoich idoli. Czytam o nich, śledzę w mediach społecznościowych, słucham, co mówią. Te osoby nie muszą osiągać spektakularnych sukcesów, ale ich cechy charakteru czy osobiste cele są dla mnie ciekawe.​

Byłem jednym z nielicznych, którzy w dniu wyścigu nie zaczynali rywalizacji z marszu, tylko po przyjeździe znajdowałem kwadrans na to, żeby usiąść i popatrzeć w dal. Trenerzy nie wiedzieli, czym zajmuję wtedy swój umysł, ale moje żeglarskie efekty dawały do myślenia. A ja zastanawiałem się, co spotka mnie na wodzie.

SR: Zatem oprócz osobistej motywacji warto zadbać też o inspirujące środowisko wokół siebie. To zagwarantuje nam osobisty sukces?

MK: To są bardzo ważne elementy, ale warto spojrzeć szerzej. Ja wykorzystuję w tym celu pojęcie piramidy sukcesu. Jej podstawą jest zdrowie, rodzina, praca, pasje, hobby, odpoczynek. Na drugim poziomie znajdzie się wiedza, jaką mamy, umiejętności, talenty, automotywacja czy zdolność motywowania innych. Na kolejnym ludzie, z którymi na co dzień żyję, pracuję. Moja piramida sukcesu ma jeszcze poziom związany z przedsiębiorczością, lojalnością i rywalizacją. Na samym czubku jest sukces… Kiedy patrzę na tę piramidę, uświadamiam sobie o jak wiele czynników muszę zadbać, żeby swoje cele i sukces osiągnąć.

SR: Piramida sukcesu z pewnością wymaga dopasowywania do zmieniającej się rzeczywistości?

MK: Po raz pierwszy taką piramidę sukcesu stworzyłem dla siebie 12 lat temu. Co dwa lata robię jej przegląd. Kiedy pokazuję swoją piramidę na wykładach, spotyka się to z żywym zainteresowaniem, bo to bardzo wartościowe ćwiczenie, z którego każdy może skorzystać. Konieczne jest tylko zaufanie do siebie i wiara, że to pomoże nam uporządkować działania podejmowane na drodze do sukcesu.

SR: Tego typu praca nad sobą wymaga dyscypliny. Sport pomagał Ci w jej osiągnięciu?

MK: Dyscyplina owszem pomaga, ale tym, co najmocniej dla mnie przekłada się na efekty, to nie jest wcale przedsiębiorczość, pomysłowość, tylko solidne przygotowanie. W sporcie jest tak, że często nawet na rok przed ważnymi dla mnie regatami, czy to mistrzostwami świata, czy też mistrzostwami Europy, siadam i zastanawiam się, jak ja mam się do nich przygotować. Dotyczy to także cotygodniowych spotkań z moim zespołem. Potrzebuję około 20 minut, żeby się do nich przygotować. Nie potrafię wejść do biura spontanicznie.

"Widzę wiatr kolorami" - wywiad z Mateuszem KusznierewiczemSR: Nie lubisz być zaskakiwany?

MK: Uważam, że przygotowanie daje lepsze efekty. Tylko ten zazwyczaj wygrywa, kto wcześniej przemyśli sytuację i sobie ją wyobrazi. Sport dał mi tutaj bardzo dużo. Jestem bardziej systematyczny i przygotowany na różne sytuacje, zarówno sukcesy, których bardzo pragnę, ale również lepiej znoszę niepowodzenia. Mam większą świadomość tego, co się dzieje. Bardzo to doceniają i kibice, i moja rodzina.

SR: Czyli proponujesz zamiast samodyscypliny rodzaj mentalnego przygotowania…


MK: Przygotowanie jest potrzebne, żeby się zastanowić i przewidzieć, co chcemy w danym momencie zrobić. Ta strategia ma sens. Dziś moi trenerzy, którzy mnie spotykają mówią mi, że podają swoim zawodnikom przykład mojej osoby…

SR: Czego jesteś przykładem?

MK: Byłem jednym z nielicznych, którzy w dniu wyścigu nie zaczynali rywalizacji z marszu, tylko po przyjeździe znajdowałem kwadrans na to, żeby usiąść i popatrzeć w dal. Trenerzy nie wiedzieli, czym zajmuję wtedy swój umysł, ale moje żeglarskie efekty dawały do myślenia. A ja zastanawiałem się, co spotka mnie na wodzie. I nieważne, czy robi się rzeczy małe, czy duże: to zaglądanie w głąb siebie, sprzyja działaniu wyobraźni i dzięki temu mamy czas, żeby się wyciszyć i poczuć głębię swoich talentów. To pomaga.

Widzę wiatr kolorami… Po prostu widzę, którędy trzeba płynąć: raz trochę w lewo, to znów w prawo, potem płyniemy środkiem. Dominik mnie pyta „dlaczego?”, bo ze zmian pogody wynika inaczej. Odpowiadam: „Dominik, nie jestem tego w stanie wytłumaczyć. Ja to po prostu czuję.”

SR: Czujesz, że posiadasz wrodzone predyspozycje i talenty, czy też do ich odkrycia przyczynił się sport?

MK: Talenty w trakcie życia są ujawniane, doskonalone albo nigdy nieodkryte. Wiem, że szczególnie sport wyczynowy ujawnia ludzkie talenty, bo nie tylko mięśnie, ale i umysł pracują podczas treningów. Ja dość szybko uświadomiłem sobie, że jeśli chcę osiągnąć sukcesy w sporcie, który sobie wybrałem, powinienem rozwijać w sobie określone cechy. I na szczęście szybko mi się to udało. To było bardzo świadome rozwijanie umiejętności, z którymi się urodziłem, ale warto podkreślić, że nic by z tego nie wyszło bez pracy nad sobą, która zawsze jest trudna i wymagająca. Jednocześnie muszę się też przyznać, iż mam poczucie, że w niektórych sprawach nadal jestem mało perfekcyjny.

SR: Masz patent na odkrywanie talentów?

MK: Każdy z nas rodzi się z niejednym talentem: ktoś do matematyki, ktoś inny do tego, żeby szybko biegać, niektórzy mają dar tworzenia muzyki. Cała sztuka polega na tym, żeby samemu, a najlepiej na początku życia z pomocą rodziców, czy opiekunów takie talenty w sobie odkryć i rozwinąć. W moim przypadku miałem to szczęście, że moi rodzice od piątego, czy szóstego roku życia zapisywali mnie na różne zajęcia. To były oczywiście zajęcia sportowe, bo chodziłem na basen, grałem w tenisa, jeździłem na rolkach, brałem udział w zajęciach żeglarskich, ale także uczęszczałem na zajęcia muzyczne, malowanie, brałem udział w aktywności harcerskiej, jeździłem na obozy językowe. To wszystko służyło temu, żebym odkrył swój talent. I w pewnym momencie go odkryłem…

SR: Co nim jest?

MK: Widzę wiatr kolorami… Po prostu widzę, którędy trzeba płynąć: raz trochę w lewo, to znów w prawo, potem płyniemy środkiem. Dominik mnie pyta „dlaczego?”, bo ze zmian pogody wynika inaczej. Odpowiadam: „Dominik nie jestem tego w stanie wytłumaczyć. Ja to po prostu czuję.” Najczęściej to moje przeczucie się sprawdza, a jednocześnie nie potrafię tego wytłumaczyć. Dla mnie samego jest to coś niezwykle ciekawego. I w ten sposób bym też tłumaczył talenty: coś czasami nieuchwytnego, zagadkowego, co sprawia, że osiągamy wyróżniające nas spośród innych efekty.

"Widzę wiatr kolorami" - wywiad z Mateuszem Kusznierewiczem

SR: Talenty zatem w jakiś sposób nie są mierzalne, nawet kiedy możemy stwierdzić, że ktoś dobrze liczy, ktoś inny dobrze biega… Jak pomóc odnaleźć talenty?

MK: Najpierw odkrywamy je w dzieciach. Pomoc osoby z zewnątrz jest tu bardzo potrzebna. Na początku będą to rodzice, potem koledzy, trener, wiele innych osób, którzy mogą nas inspirować, zachęcać, być dla nas wzorem. Oczywiście, to może być też łut szczęścia, że stanie się coś takiego, co nasze zdolności odkryje, ale wciąż ważne jest, żeby ktoś na nas spojrzał z zewnątrz. To bardzo istotne nawet dla osób dorosłych. Potrzebujemy w sobie otwartości na to, żeby ktoś z boku powiedział nam, czego my sami nie widzimy. I możemy na tym bardzo dużo zyskać.

O tajnikach odporności psychicznej i motywacji z legendą polskiego żeglarstwa rozmawiał Krzysztof Śliwiński.

*Fotografie: http://kusznierewicz.pl

Zdjęcie profilowe KS

KS

Prelegent
Przejdź do paska narzędzi